O ogródku Aktualności Album Galeria  Księga Gości Kontakt

 

Archiwum aktualności
 2006 r.
 2007 r.
 2008 r.
 

Rok 2009


Styczeń
Luty
Marzec
Kwiecień
Maj
Czerwiec
Lipiec
Sierpień
Wrzesień
Październik
Listopad
Grudzień


A
ktualności


lato jak się patrzy 

 

Początek lipca - upalnie - około 30-stu stopni, prawie bezchmurne niebo, a zresztą wystarczy popatrzeć na zdjęcia (2 lipca). 

rabata wschodnia

Rabata od wschodniej strony, na tle zieleni wysokich drzew i krzewów iglastych mieni się wieloma kolorami kwiatów. Kwitną między innymi żółte rudbekie, czerwone maki, ciemnofioletowa szałwia omączona, białe i żółte rozchoniki, fioletowe dzwonki, zawilce wieńcowe, różowa serduszka okazała, bratki, aksamitki żółte i brązowe, fioletowe ostróżki, gailardia, firletki, smagliczki.

Ta sielankowa pogoda nie trwała zbyt długo. Trzeciego czerwca - już z samego rana, obudził nas potężny grzmot. W ciągu krótkiego czasu ochłodziło się, niebo pokryły ciemne chmury i znowu lunęło.

Na szczęście koło południa wróciło gorące, tawułkami pachnące lato - a tawułki tego roku wyjątkowo pięknej urody.

tawułki

Wśród kwiatów dominują ciepłe kolory, głównie odcienie żółci - cytrynowe wiesiołki czworokątne, nieco ciemniejsza tojeść kropkowana, rozchodniki, aksamitki, heliopsis słonecznikowy, rudbekie, dziewanna, uczepy, słoneczniki. Znaczącym elementem rabat, zwłaszcza od strony zachodniej są białe rozchodniki, pomarańczowe nagietki. Kwitną czerwone firletki, maki, fioletowe dzwonki, niebieskie i fioletowe ostróżki, trzykrotkę wirginijską,  biały wrotycz, smagliczki, różowe floksy, różyczki, lwie paszcze, lilie, smolinosy (liliowce ogrodowe), malwy... 

 Kwiaty swym kolorem i zapachem wabią wiele owadów. 

bielinek rzepnik modraszek rusałka osetnik
modraszek latolistek bielinek bytomkowiec

Te z kolei przyciągają inne, może mniej zainteresowane kwiatami, za to nimi - jak najbardziej. Częstymi gośćmi są ważki.

Ta akurat na firletce zrobiła sobie punkt obserwacyjny. Była tak zaabsorbowana wypatrywaniem zdobyczy, że w ogóle nie zwracała na mnie uwagi. Robiłam jej zdjęcia nawet z odległości kilkunastu centymetrów.

ważka

5 lipca zaczął się tak pięknie, słonecznie, a w godzinach popołudniowych zmiana o 180 stopni. Co chwilę pada, temperatura z 30 stopni spadła do 18-stu. Ale nie ma tego złego ... usiadłam przed kompem, wybrałam kilka lipcowych, słonecznych fotek ...

Minęła pierwsza dekada miesiąca, a pogoda w dalszym ciągu nie zachwyca. Podobnie jak w czerwcu często pada. Są  to co prawda opady przelotne, ale są, choć dziś - żeby tylko nie zapeszyć -  już od rana świeci słońce. 

A w ogródku ... roboty coraz więcej. Na dodatek trawa rośnie w takim tempie, że cotygodniowe koszenie już nie wystarcza. 

W zeszłym roku wzięliśmy się za porządkowanie żywopłotu od strony południowej. Dużą jego część zajmowały jałowce, których wygląd ostatnimi czasy pozostawiał wiele do życzenia. Na dodatek ich igły są twarde i kłujące. Zajmowanie się jałowcami, pielęgnowanie było dość uciążliwe, żeby nie powiedzieć bolesne. Ich miejsce zajęły inne iglaki różnych gatunków i co ważne - nie kłujące. Większość z nich ukorzeniłam i wyhodowałam sama. A jak już jestem przy tym temacie, to słów kilka o naszych żywopłotach. 

fragment żywopłotu południowego

Mamy dwa rodzaje żywopłotów. Ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo z ulicą od strony wschodniej i zachodniej rośnie tam zwarty tujowy żywopłot, który bardzo skutecznie zatrzymuje hałas, kurz, gazy spalinowe. Natomiast od strony południowej, gdzie graniczymy z szerokim pasem zieleni  mogliśmy pozwolić sobie na żywopłot mniej zwarty w postaci mieszanej kompozycji wielopoziomowej.

Żywopłot tworzący taką kompozycję mieszaną wygląda o wiele ładniej niż jednolity, ale nie jest tak funkcjonalny - przynajmniej nasz. Jednolity, np. tujowy - odpowiednio przycinany, tworzy zwartą zieloną ścianę, czego nie można powiedzieć o pierwszym. 

żywopłot jednolity z tuj i kompozycja mieszana

Myśl, że nasz południowy w końcu też uzyska odpowiednią "szczelność", tyle że zejdzie mu z tym dużo więcej czasu. Ale wróćmy do naszych ściętych jałowców. Jak zwykle przy takich pracach porządkowych powraca ten sam problem - co z tym wszystkim zrobić, zwłaszcza, że nasze jałowce, to nie jakieś drobne krzaczki, tylko przeszło czterometrowe drzewa. Już w zeszłym roku zaczęliśmy sukcesywnie przycinać je tak, żeby między nimi można było wsadzić nowe krzewy. 

Właśnie w czasie grabienia gałęzi obciętych jałowców dostrzegłam malutkiego, połyskującego w słońcu, jasnozielonego konika wąsacza (Chorthippus paralleus). Mimo swych niewielkich rozmiarów był bardzo widoczny na tle ciemnej zieleni jałowców. Pierwsza myśl jak przyszła mi do głowy - za chwilę może paść łupem jakiegoś ptaka, a sporo ich kręci się u nas. Rozejrzałam się, w pobliżu nie było żadnego. Pobiegłam po aparat. 

konik wąsacz

Było miło, ale się skończyło. Chcąc nie chcąc wróciłam do porządkowania jałowców, a było co. Wkoło leżały sterty gałęzi dużych i małych. Te małe  zszatkowałam kosiarką. Dzięki temu powstało sporo materiału o kwaśnym odczynie. A ponieważ planuję wsadzenie nowego różanecznika, pomysł sam mi się nasunął. Różanecznik potrzebuje kwaśnego podłoża, więc teraz mam okazję  o to zadbać. W miejscu, gdzie ma rosnąć mąż wykopał dołek, wsadził poszatkowany jałowiec i przysypał ziemią. Mam nadzieję, że do następnego roku dżdżownice uporają się z jego zawartością. 

Następnego dnia, ku mojemu zaskoczeniu, znowu zobaczyłam tego samego konika. Tym razem nie był już tak widoczny. Siedział na liściu w kolorze zbliżonym do swojego ubarwienia. Zdradziła go czerwona biedronka przechadzająca się tuż obok. W pewnym momencie nawet zahaczyła o jego łapkę. On jedynie cokolwiek cofnął ją i dalej niewzruszony siedział w tym samym miejscu ...

konik polny i biedronka

... a biedronka podreptała dalej.

Już połowa miesiąca za nami, zleciało jak z bicza trzasnął  - a pogoda - wreszcie bez opadów, temperatura w dzień  bardzo, bardzo zadawalająca (około 34 stopni), podobnie jak moja opalenizna ...

Ach te letnie dni -  błękitne niebo, rozśpiewane ptaki, lekki zefirek muskający nasze rozgrzane ciała i my zrelaksowani, wylegujący się na słońcu - czy jest coś przyjemniejszego. Cały rok czekam na te krótkie chwile nic nie robienia, na beztroskie opalanie się, popijanie kawy czy zjadanie wielgaśnych porcji lodów na tarasie pod dużym parasolem chroniącym od nadmiaru słońca. Nagle zaczynam nabierać dystansu do trudnych spraw, sytuacji w których się znalazłam i które niestety nie mogą mieć dobrego zakończenia. Nic mnie nie goni, z niczym się nie spieszę, tylko czerpię pełnymi garściami tę przecudowną atmosferę lata. 

W ogródku ...

Doczekaliśmy się pierwszych młodych pasikoników.  Mąż wypatrzył je na nagietkach. Były tak pochłonięte swoimi sprawami, że mogliśmy do woli obserwować je z bliska, patrzeć jak zanurzają pyszczek w kwiatku, jak nieporadnie wiercą się  na nim, wystawiając co chwilę inną część malutkiego ciałka do słońca.  

pasikonik zielony 

Jest też mnóstwo bzygów. Jeden, niczym pocisk leci w kierunku żółtej rudbekii, a tam jest już kilku amatorów pysznego pyłku. Trochę tłoczno ... 

bzyg 

hm ... zawsze można przegonić intruzów. 

Inny kieruje się wprost na czerwienią płonące maki. Tu też nie małe zamieszanie. 

Za to przy niebieskich dzwonkach pustawo - oj wreszcie ... zaraz, zaraz, chyba coś nie tak z tym kwiatkiem ...

bzyg

Jakiś czas temu dostałam roślinę. Miała to być ostróżka. Ponieważ bardzo ładnie wygląda zwłaszcza na tle iglaków, powsadzałam ją wszędzie gdzie się dało. Teraz w Internecie znalazłam jej poprawną nazwę - tojad mocny (Aconitum firmum). Trochę poczytałam i co się dowiedziałam.

Tojad mocny - jedna z najsilniej trujących roślin krajowych. Trująca jest cała roślina, a najbardziej korzenie i nasiona. Zawiera silnie trujący alkaloid akonitynę. Akonityna początkowo działa pobudzająco, a potem paraliżująco na nerwy czuciowe i ruchowe. 

tojad mocny

Za śmiertelną dawkę uważa się już 2-5 mg tej substancji (przy doustnym spożyciu). Może wnikać również przez skórę. 

I teraz sama nie wiem, co z nią zrobić.

Kończy się lipiec. A pogoda, no cóż - zmieniała się bardzo regularnie,  powiedziałabym nawet - z pewną dozą złośliwości. W ciągu tygodnia panowało wspaniałe lato z przeszło 30-sto stopniowymi upałami, ale gdy tylko przychodziła sobota następowało gwałtowne załamanie pogody. Temperatura spadała o kilkanaście stopni, niebo zaciągało się chmurami i oczywiście padał deszcz. Cóż za urocze weekendy zafundował lipiec. Za to nasza trawa non stop zielona i to bez podlewania. 

Takie zmiany pogody są czymś naturalnym w strefie klimatu przejściowego, ale ich konsekwencje bywają bardzo groźne. Gdy nad obszar napływają różne masy powietrza, sytuacja synoptyczna zmienia się. Na styku dwóch mas powietrza - zwrotnikowego znad Afryki, bardzo ciepłego i wilgotnego z zimnym z północy, powstają burze, ulewy, gradobicia, trąby powietrzne. Na szczęście nasz region - jak na razie - nie ucierpiał. 

W ogródku ...

Większość naszych lipcowych kwiatów to wysokie rośliny: malwy, ostróżki, liliowce, kosmosy, rudbekie, juki, słoneczniki, floksy, dziewanny, uczepy. Są i niższe: eukomis, lwie paszcze, firletki, bratki, macierzanka, liatra, rojniki, aksamitki, nagietki.

25 lipca - sobota - jak to jest w zwyczaju tegorocznego lipca, pogoda nagle popsuła się. Na szczęście to ostatnia sobota miesiąca ...

   

  
O ogródku Aktualności Album Galeria  Księga Gości Kontakt

Powrót na stronę główną

Copyright H&W Krupińscy
Wszelkie prawa zastrzeżone